Posty

Alko

Poprzedniego bloga (zanim go skasowałem) zakończyłem refleksją stwierdzającą, że jestem wysoko funkcjonującym alkoholikiem. Podałem argumenty za i przeciw. Czy faktycznie nim jestem, to nie wiem. Ale był czas, kiedy piłem co najmniej ryzykownie: 4-5 piw w piątek, butelka wina w sobotę i 2-3 piwa w niedzielę. Sam jestem przestraszony, kiedy to wspominam.  Jak jednak słusznie ujęła Moja Piękna Żona: nie potrafię się w nic zaangażować na 100%. W picie też nie - w końcu znudziło mi się popijanie według kalendarza. A sklerozę to mam taką, że już nawet nie pamiętam, po co mi to było. Nie to, żebym całkiem odstawił alko, ale jest go aktualnie znacznie mniej. No a w sprawie ewentualnego nałogu nie jestem przecież wobec siebie obiektywny, więc się nie wypowiadam.

I po Świętach

 I po Świętach. Co ciekawe nawet nieźle odpocząłem, głowa spokojniejsza, chociaż było sporo przygotowań, rozgardiasz w domu i nieco większa, niż zwykle liczba osób, które się przez dom przewinęły. Ale odciąłem się od codzienności, myśli poszły innym torem, niż zwykle. Tyle, że teraz pracować się nie chce. Ale mi w zasadzie nigdy się nie chce.

Bliżej Nieba

Obraz
Wyskoczyliśmy wraz z żoną na kilka dni do Zakopca. Włóczyliśmy się Bliżej Nieba, kochaliśmy się i piliśmy wino. O ile punkty 2 i 3 wychodziły nam całkiem dobrze, to w punkcie 1 zauważyliśmy, że lat nam nie ubywa. No kto by się ..wa spodziewał 😶

A co mi tam

Obraz
 Taki sobie ptasiek:

Majowa aktualizacja

Obraz
 Aż tak dawno nie pisałem ? No to taka fotka na dziś:

Między ziemią a niebem

Obraz
 

Akademia pana K.

 Kiedyś w jakimś wywiadzie z Tomaszem Kotem (a może w notatce prasowej o nim, nie pamiętam) była rozważana jego najlepsza rola (wiadomo - prof. Religa w "Bogach") oraz najgorsza ("Ciacho", "Wyjazd Integracyjny"). W tym samym materiale była mowa, że będzie grał główną rolę w nowej ekranizacji "Akademii Pana Kleksa". Wtedy stwierdziłem, że najgorsza rola jeszcze przed nim.  To już 40 lat, a ja wciąż nie mogę odzobaczyć poprzedniej wersji tego filmu (z Fronczewskim). Bo ten film nie był kultowy, on był kretyński. Moje pójście do kina było wymuszone przez ś.p. Rodziców, których nie obchodziło, że nie chcę tego oglądać. No więc wyobraźcie sobie wyrośniętego, pryszczatego szesnastolatka, który coraz częściej i chętniej ogląda się za kobiecymi krągłościami i który właśnie został zmuszony to tego, aby zasiąść w kinie pełnym małych dzieci i słuchać tekstów "witajcie w naszej bajce, słoń zagra na fujarce", no żesz k..wa. A jeszcze głównego bohate...